18
czerwca 1961r.
Drogi
Pamiętniku!
Przez
ostatnie dni długo wędrowałem. Nie wiem nawet kiedy, ale
skaleczyłem się w nogę, co spowalniało moją dalszą podróż.
Myśl, że teraz jestem łatwym celem bardzo mnie denerwowała. Gdy nie miałem sił, aby iść dalej ujrzałem dziwne miejsce. Zdawało
się, że to jakaś wyspa. Ten teren bardzo mnie zaintrygował.
Zdecydowałem się spędzić tam noc. Obejrzałem dokładnie całą
okolice i wybrałem, jak się zdawało, najbezpieczniejsze miejsce –
pod starą leszczyną. Szedłem w jej kierunku energicznym krokiem
(oczywiście na tyle, na ile pozwalała mi na to zraniona noga).
Nagle zauważyłem przywiązany do gałęzi koc. Delikatnie go
odwiązałem.
Byłem niezadowolony na myśl, że ktoś tu przebywa i może
mnie zobaczyć. Ze złością zrezygnowałem jednak z dalszej
podróży, bo i tak bym daleko nie doszedł – ból nogi dawał o
sobie znać. Kiedy ułożyłem się wygodnie pod drzewem, słońce
chowało się za horyzont. Nie miałem zamiaru używać koca, ale
przez dziwne jak na ten miesiąc zimno było to konieczne. Co chwilę
jednak i tak się odkrywałem – robiło się na zmianę gorąco i
zimno. Nie miałem na nic siły. Mogłem tylko wpatrywać się w
ciemnozielone liście tej potężnej rośliny. Zastanowiłem się,
ile wiem o leszczynach. Jest to rodzaj drzewa lub krzewu. To roślina
okrytonasienna. Więcej nie zdążyłem sobie przypomnieć, bo zmorzył
mnie upragniony sen... .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz