Dlaczego pozwoliłam niebu upaść?
Stałam w ogniu. Czerwone
języki tańczyły wokół mnie. Zimny wiatr odwiewał moje długie,
blond włosy. Dym sprawiał, że coraz trudniej było mi oddychać.
Znasz to uczucie, że powinnaś się ratować, ale nie chcesz? U
ciebie co je wywołało? U mnie to, że już nie chcę żyć.
Widziałam śmierć
ukochanej osoby. Patrzyłam jak żar powoli pali się na jego
ubraniach. Słyszałam jak krzyczy i błaga o pomoc.
Ja mu jednak nie pomogłam.
Bo po co?
Wiem, że to was dziwi, ale
nie chciałam mu pomóc. Umiałam, ale nie chciałam.
Dlaczego?
To proste, wszystko z czasem
mija. Wewnętrzne ognisko z czasem gaśnie. W moim sercu też wkrótce
tak się stanie. Musi. To przecież tylko przejściowe. Tak
myślałam. Byłam pewna. Tylko dlaczego po jego śmierci jest mi tak
strasznie źle, że nie chcę żyć?
Nie rozumiem.
Nie istnieje przecież coś
takiego jak miłość. To tylko stan umysłu. Chwilowe hormony. Z
czasem i one się wypalą.
Powinny.
Ale dlaczego tak się nie
dzieje?
W mojej głowie panuje
pustka. Jestem w pełni świadoma. Wiem, że za chwilę umrę w
męczarniach.
Czemu nie uciekam?
Chwila ciszy wśród tego
kataklizmu powoduje, że wstrzymuję oddech. Jestem beznadziejna. Od
lat walczyłam o życia, a teraz nagle go nie chcę. Po co mi było
to całe cierpię?
Słyszałam, że miłość,
za którą można umrzeć nigdy nie zgaśnie. Będzie trwała zawsze.
Czy już do końca świata
będę odczuwała tą straszną pustkę?
Chyba tak.
Stałam, więc w salwach
ognia i czekałam na swój koniec. Na pewno on mi już nie wybaczy. A
może jednak? Mamy całą wieczność przed sobą.
Paląc się żywcem nie
wrzeszczałam. Nie próbowałam uciekać. Czekałam na to na co
zasłużyłam.
Ja, winowajczyni.
Czekałam na śmierć.
Lecz w mojej głowie świstało jedno pytanie:
,,Dlaczego pozwoliłam niebu
upaść?''
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz