piątek, 6 września 2013

Głębina

Praca z polskiego. Była za pięć.

Głębina

Maciek wypłynął łódką na środek jeziora. Nagle w wodzie tuż za nim pojawił się jakiś wielki, ciemny kształt. Chłopak nie zauważył, że dookoła niego zrobiło się podejrzanie cicho. Ptaki przestały śpiewać i odleciały jakby się czegoś przestraszyły. Błogi spokój przerwał lodowaty wiatr. Dopiero teraz Maciek dojrzał, że życie w zbiorniku wodnym zdawało się zniknąć. Milczenie stawało się do nie wytrzymania. Po plecach chłopaka przebiegł zimny dreszcz, który nie miał nic wspólnego z wietrzykiem. Lekko zaniepokojony wstał i rozejrzał się. Woda nie wydawała się taka jaka była wcześniej. Teraz promienie słońca odbijały sie w niej złowrogo. Wydawało mu się, że słyszy cichy, lecz szyderczy śmiech, który unosi zefir. Do uszu Maćka dobiegł jakiś dźwięk. Jego źródło znajdowało się za nim. Po kilku sekundach Maciek zdał sobie sprawę, że wstrzymuje oddech. Próbował on zapomnieć o podejrzanych odgłosach, ale nie udawało mu się. Strach powoli zmieniał się w złość. Prawdopodobnie boi się jakieś rybki! Niewiele myśląc odwrócił się. Nie zdążył niczego ujrzeć, bo coś wciagnęło go pod wodę.
Nastolatek od razu zaczął się szamotać i rzucać. Zimna ciecz sprawiła, że dostał gęsiej skórki. Młodzieniec przez chwilę zapomniał, że nie może oddychać pod wodą. Chcąc nabrać powietrza otworzył buzię. Napłynęła do niej woda. Maciek czuł, że jeśli nikt mu nie pomoże będzie po nim. Nie mógł oddychać i prawdopodobnie za parę sekund pożegna się ze swoim życiem. Przecież chciał jeszcze tyle zrobić! Chyba nigdy nie będzie mu to dane.
Niespodziewanie ktoś wypchnął go z wody. Oszołomiony upadł na coś twardego i sypkiego. Na początku chłopak dostał ataku kaszlu i nie zwracał uwagi na otoczenie. Kiedy jednak już rozpoczął się rozglądać dostał ataku histerii. Był na jakieś bezludnej wyspie! Złociste wzgórza piachu zdawały się nie mieć końca. Zrezygnowany rzucił się na podłożę. Wtedy pochylił się nad nim jakiś stary marynarz. Jego czarne włosy zdobiły siwe pasma. Posiadał mocno opaloną skórę z czego dało się wywnioskować, iż dużo czasu spędza na powietrzu. Staruszek wydawał się zaskoczony tym, iż chłopak leży tu, na skwarze, a nie na plaży, która była gdzieś trzydzieści metrów z stąd.
Okazało się, że Maciek został wyrzucony niedaleko miejsca, gdzie wypłynął łódką. Zdziwiony tym faktem opowiedział marynarzowi swoją przygodę. Staruszek skwitował to wszystko głośnym, nieco szorstkim śmiechem.
  • Ja nie żartuję! - krzyknął oburzony chłopak.
  • Wierzę ci synku. Najwyraźniej nasza nimfa wodna dała o sobie znać. – zachichotał marynarz. Następnie odszedł bez słowa.
Maciek nie wiedział co myśleć. W głowie miał wielka pustkę. Co to nimfa? Chyba jakieś greckie boginie sił przyrody. Ale skąd marynarz zdawał sobie sprawę, że ona istnieje? Pytania w jego głowie dwoiły się i troiły. Zdawał on sobie jednak sprawę z jednej rzeczy – grecy mieli koszmarne boginie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz