Praca z polskiego. Była za pięć.
Głębina
Maciek wypłynął łódką na środek jeziora. Nagle w wodzie tuż za nim
pojawił się jakiś wielki, ciemny kształt. Chłopak nie zauważył,
że dookoła niego zrobiło się podejrzanie cicho. Ptaki przestały
śpiewać i odleciały jakby się czegoś przestraszyły. Błogi
spokój przerwał lodowaty wiatr. Dopiero teraz Maciek dojrzał, że
życie w zbiorniku wodnym zdawało się zniknąć. Milczenie stawało
się do nie wytrzymania. Po plecach chłopaka przebiegł zimny
dreszcz, który nie miał nic wspólnego z wietrzykiem. Lekko
zaniepokojony wstał i rozejrzał się. Woda nie wydawała się taka
jaka była wcześniej. Teraz promienie słońca odbijały sie w niej
złowrogo. Wydawało mu się, że słyszy cichy, lecz szyderczy
śmiech, który unosi zefir. Do uszu Maćka dobiegł jakiś dźwięk.
Jego źródło znajdowało się za nim. Po kilku sekundach Maciek
zdał sobie sprawę, że wstrzymuje oddech. Próbował on zapomnieć
o podejrzanych odgłosach, ale nie udawało mu się. Strach powoli
zmieniał się w złość. Prawdopodobnie boi się jakieś rybki!
Niewiele myśląc odwrócił się. Nie zdążył niczego ujrzeć, bo
coś wciagnęło go pod wodę.
Nastolatek
od razu zaczął się szamotać i rzucać. Zimna ciecz sprawiła, że
dostał gęsiej skórki. Młodzieniec przez chwilę zapomniał, że
nie może oddychać pod wodą. Chcąc nabrać powietrza otworzył
buzię. Napłynęła do niej woda. Maciek czuł, że jeśli nikt mu
nie pomoże będzie po nim. Nie mógł oddychać i prawdopodobnie za
parę sekund pożegna się ze swoim życiem. Przecież chciał
jeszcze tyle zrobić! Chyba nigdy nie będzie mu to dane.
Niespodziewanie
ktoś wypchnął go z wody. Oszołomiony upadł na coś twardego i
sypkiego. Na początku chłopak dostał ataku kaszlu i nie zwracał
uwagi na otoczenie. Kiedy jednak już rozpoczął się rozglądać
dostał ataku histerii. Był na jakieś bezludnej wyspie! Złociste
wzgórza piachu zdawały się nie mieć końca. Zrezygnowany rzucił
się na podłożę. Wtedy pochylił się nad nim jakiś stary
marynarz. Jego czarne włosy zdobiły siwe pasma. Posiadał mocno
opaloną skórę z czego dało się wywnioskować, iż dużo czasu spędza na powietrzu. Staruszek wydawał się zaskoczony tym, iż
chłopak leży tu, na skwarze, a nie na plaży, która była gdzieś
trzydzieści metrów z stąd.
Okazało
się, że Maciek został wyrzucony niedaleko miejsca, gdzie wypłynął
łódką. Zdziwiony tym faktem opowiedział marynarzowi swoją
przygodę. Staruszek skwitował to wszystko głośnym, nieco szorstkim
śmiechem.
- Ja nie żartuję! - krzyknął oburzony chłopak.
- Wierzę ci synku. Najwyraźniej nasza nimfa wodna dała o sobie znać. – zachichotał marynarz. Następnie odszedł bez słowa.
Maciek
nie wiedział co myśleć. W głowie miał wielka pustkę. Co to
nimfa? Chyba jakieś greckie boginie sił przyrody. Ale skąd
marynarz zdawał sobie sprawę, że ona istnieje? Pytania w jego
głowie dwoiły się i troiły. Zdawał on sobie jednak sprawę z
jednej rzeczy – grecy mieli koszmarne boginie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz