piątek, 6 września 2013

Los

Los

Mała, siedmioletnia Emily siedziała na puszystym, brązowym dywanie i patrzyła się ze smutkiem w ogień. Cichy zefir hulał za oknami uderzając o rozłożyste gałęzie drzew. Na czarnym, aksamitnym niebie tańczyły srebrne gwiazdy. Jedynie one i płomienie dogasającego ognia dawały trochę światła w dużym pomieszczeniu, w którym siedziała mała istotka. Pokój ten został już wiele lat temu pomalowany na kremowo. Ma on mnóstwo półek wykonanych z jasnego drewna. Zwykle wnętrze te wydawało się radosne, lecz w słabym świetle przyjmowało wygląd salonu z horroru. Granatowe firanki poruszały się delikatnie, sprawiając wrażenie, iż jakiś niewidzialny człowieczek sobie nimi lekko macha. Na parapecie stała kolekcja świeczek. Większość ludzi byłoby wystraszone tym lokum.
Ale Emily nie.
Na pierwszy rzut oka zdawała się dość normalną dziewczynką. Cechowała się burzą rudych, wręcz czerwonych loków oraz nieskazitelną, jasną niczym mleko cerą. Jej mały nosek pokrywały brązowe piegi. Wydatne, wiśniowe usta układały się w grymas niezadowolenia. Najbardziej zadziwiające były jednak oczy małej. Zielone, w kształcie migdałów bardziej przypominały kocie niż ludzkie. Choć dziewczynka była drobna, miała dumnie podniesiony podbródek i patrzyła na wszystko z wyższością. Jakby była panią losu.
Bo tak było.
Nikt nie przypuszczał, że te stworzonko miało do odegrania ważną rolę. Decydowała. Rozkazywała.
Śmierci.
Wiele osób nie zwróciłoby na nią żadnej uwagi. Nie wyróżniała się. Jednak była ważna.
Najważniejsza.
Może gdyby Hades nie mianował jej jako przełożonej Tanatosa, byłaby jak inne dzieci? Choć to i tak mało prawdopodobne. Córka Hadesa zawsze się wyróżniłaby z grona swoich rówieśników.
Czerwonowłosa nachyliła się nad ogniem i wyciągnęła kawałek dopalającego się chrustu. Następnie wstała i podeszła do okna. Tam patrzyła przez chwilę w niebo. Zastanawiała się, co zrobić tym razem? Nagle wybuchnęła niepokojącym, szyderczym śmiechem. Zapaliła jedną świeczkę. Tylko jedną.
Lub aż jedną.
Z szerokim uśmiechem zaczęła się jej przyglądać. Wtedy to ujrzała.
Czyjeś życie....

,,Szesnastoletnia Anna szła po szarym, popękanym chodniku. Różniła się od reszty. Jej włosy były zafarbowane na kruczoczarny kolor, choć naturalnie była blondynką. Duże orzechowe oczy ledwo dało się wyłapać zza tony make-upa. Usta pomalowane czarna szminką były zaciśnięte w prostą linię. Ubrana była w ciemną, długą gotycką sukienkę. W ręku trzymała tomik czarnej poezji. Dziewczyna szła, słuchając jakiegoś zespołu, który śpiewał jakie okropne jest życie.
Ale ono jest także kruche.
Zbyt kruche.''

Emily stała przyglądając się świeczce. Tym razem kolej Ann. ,,Czas na sprawdzian'' – pomyślała z szatańskim uśmieszkiem.
  Odetchnęła głęboko i ostrożnie dotknęła złocistego płomienia. Przez chwilę poruszył się on niespokojnie, a potem po raz kolejny pochłonął dziewczynkę ukazując test gotyckiej dziewczyny.

,,Anna przepychała się przez tłum ludzi. Ich spocone ciała nie dawały za miłego zapachu, przez co czarnowłosa marszczyła nos. Była zła, bo już dawno miała się spotkać ze swoją paczką na cmentarzu. Truchtem dobiegła do przejścia. Właśnie wtedy rozbłysło zielone światło – znak dla samochodów, że mogą jechać. Nastolatka zagotowała się w środku, ale widząc, że nikt nie jedzie po drodze uznała, że chyba może przejść po pasach. Postawiła stopę na krawędzi krawężnika i nagle zobaczyła starszą kobietę. Posiadała ona siwe loki i okrągłe okulary. Do złudzenia przypominała babcię Ann. Ale przecież ta była w pracy! Gotka zauważyła, iż kobieta też chciała przejść, lecz niepewna cofnęła się.
Anna podeszła do kobiety. Niewiele się zastanawiając popchnęła ją do tyłu i warknęła:
  • Zjeżdżaj stąd babciu. - Potem weszła na drogę. Poczuła się lepiej myśląc o tym, że może kumple jeszcze bez niej nie zaczęli wyprawiać modłów.
Nie zdążyła nawet krzyknąć, gdy usłyszała pisk kół samochodu.
Nie zdążyła nawet spojrzeć w tamtą stronę, a poczuła przerażający ból.
Nie zdążyła nawet się rozpłakać, a przed oczami pojawiły się jej mroczki.
Nie zdążyła nawet ujrzeć, iż staruszka podbiega do niej krzycząc ,,wnusiu''.
Nie zdążyła nawet zdać sobie sprawy z tego co się stało, a już nie żyła.''


Emily spojrzała na świece.
Zgasła.
Tak jak życie Anny.


Nie zaliczyła testu.

Dlaczego pozwoliłam niebu upaść?

Dlaczego pozwoliłam niebu upaść?

Stałam w ogniu. Czerwone języki tańczyły wokół mnie. Zimny wiatr odwiewał moje długie, blond włosy. Dym sprawiał, że coraz trudniej było mi oddychać. Znasz to uczucie, że powinnaś się ratować, ale nie chcesz? U ciebie co je wywołało? U mnie to, że już nie chcę żyć.
Widziałam śmierć ukochanej osoby. Patrzyłam jak żar powoli pali się na jego ubraniach. Słyszałam jak krzyczy i błaga o pomoc.
Ja mu jednak nie pomogłam. Bo po co?
Wiem, że to was dziwi, ale nie chciałam mu pomóc. Umiałam, ale nie chciałam.
Dlaczego?
To proste, wszystko z czasem mija. Wewnętrzne ognisko z czasem gaśnie. W moim sercu też wkrótce tak się stanie. Musi. To przecież tylko przejściowe. Tak myślałam. Byłam pewna. Tylko dlaczego po jego śmierci jest mi tak strasznie źle, że nie chcę żyć?
Nie rozumiem.
Nie istnieje przecież coś takiego jak miłość. To tylko stan umysłu. Chwilowe hormony. Z czasem i one się wypalą.
Powinny.
Ale dlaczego tak się nie dzieje?
W mojej głowie panuje pustka. Jestem w pełni świadoma. Wiem, że za chwilę umrę w męczarniach.
Czemu nie uciekam?
Chwila ciszy wśród tego kataklizmu powoduje, że wstrzymuję oddech. Jestem beznadziejna. Od lat walczyłam o życia, a teraz nagle go nie chcę. Po co mi było to całe cierpię?
Słyszałam, że miłość, za którą można umrzeć nigdy nie zgaśnie. Będzie trwała zawsze.
Czy już do końca świata będę odczuwała tą straszną pustkę?
Chyba tak.
Stałam, więc w salwach ognia i czekałam na swój koniec. Na pewno on mi już nie wybaczy. A może jednak? Mamy całą wieczność przed sobą.
Paląc się żywcem nie wrzeszczałam. Nie próbowałam uciekać. Czekałam na to na co zasłużyłam.
Ja, winowajczyni.
Czekałam na śmierć.
Lecz w mojej głowie świstało jedno pytanie:
,,Dlaczego pozwoliłam niebu upaść?''

Idealne Życie

Powiązane trochę z Percy'm Jacksonem i Olimpijskimi Herosami.

Idealne Życie

Każdy kto patrzyłby z boku na życie Jane Cooper uznałby je za idealne. Doskonałe. Bo czemu miałby to odebrać inaczej? Jane była lubianą, inteligentną obozowiczką. Potrafiła wspaniale walczyć. Chejron, jej przyjaciele, a nawet pan D. ją ubóstwiali. Leciało na nią jedno z największych ciach z obozu i choć za każdym razem dawała mu kosza on i tak ją adorował.
Życie Jane Cooper było bez skazy. Prawie.
Wiele ludzi zachwycało się jej niesamowitymi relacjami z siostrą. Na pierwszy rzut oka zdawały się one znakomite. Na pierwszy rzut oka.


,,Zazdrość jest strachem przed porównaniem. ''


Kiedyś siostry Cooper były swoimi najlepszymi przyjaciółkami. Kiedyś sobie zawsze pomagały, wspierały.
Kiedyś.
Życie Jane i jej siostry Beth zmieniło się, gdy ten dziwny satyr oświadczył, że Jane jest heroską. Bo oświadczył, że tylko ona.
Beth nienawidziła Jane. Ukazywała jej to na każdym kroku. Gnębiła ją. A najlepszą obroną jest atak. Kłótnie niegdyś najbliższych sobie sióstr stawały się coraz gorsze. Coraz ostrzejsze. Beth przekonała wszystkich, że nie chce znać Jane. Przekonała wszystkich, że ona już nie jest jej siostrą. Przekonała wszystkich oprócz siebie.
Stało się tak, bo przecież można komuś coś zazdrości, nawet można zazdrościć boskiego pochodzenia, nie przestawiając kochać. Ale duma nie pozwala ukazać tego drugiego uczucia.

Życie Jane Cooper było perfekcyjne. Ale w antonimie tego słowa.


,,Śmierć jest okropna ponieważ niszczy wszystko.''

Ojcze, tato, tatusiu... . Jak ty nazywasz swojego tatę? Bo Jane nazywała swojego tatusiem. Nazywała.
Nie wiesz może jakie to uczucie patrzeć na kartkę papieru i nie potrafić przyswoić jakieś informacji?
Jane Cooper wie.
Wieść o śmierci swojego rodzica zniosła boleśnie. Nie mogła zrozumieć co sie stało. Nie chciała.
Nie wierzyła, że ten kierowca go przejechał. Do tego w biały dzień. Przy świadkach.
Jak mógł to zrobić? Czy nie pomyślał, ze on ma rodzinne?
Nie.
Może to był potwór? Może Minotaur? Przecież tylko potwory są takie okropne, aby zabić tak po prostu niewinnego człowieka.
Najwyraźniej nie.
Wszystko zaczęło się walić. Beth nie znosiła jej jeszcze bardziej niż wcześniej. Jej boska mama, Atena przestała z nią rozmawiać. Przyszywana mama była załamana i nie obchodziło jej, że jej córki potrzebują wsparcia. Najpierw sama musiała się z tym uporać.
Jane przestała być mile widziana w swoim rodzinnym domu.
Nie czuła się tam już na miejscu.
Życie Jane Cooper było wyśmienite. Ale tylko na pozór.


,,Nikt nie jest tym kim się wydaje''


Po strasznych przeżycia najchętniej byś się wyżalił, jak mniemam? Najpewniej swoim przyjaciołom.
Jednak czy masz ich na pewno?
Jest tobie trudno. Marzysz o chwili ulgi, ale ona nie nadchodzi. Zauważasz natomiast, że twoje ,,przyjaciółki'' cię ignorują. Oddalacie sie od siebie. Zamiast ciebie pocieszać, śmieją się i flirtują.
Z czasem zdajesz sobie sprawę, że przyjaźniły się z tobą tylko ze względu na twych licznych adoratorów.
Przykra i brutalna prawda.
Nie chcesz już płakać, ale na myśl jak przez te lata ciebie wykorzystywały kraja ci się serce. Były dla ciebie jak siostry!
Kolejny raz kogoś tracisz.
Kolejny raz nie masz na to wpływu.
Przestajesz się odzywać. Jesteś zamknięta w sobie, nie masz ochoty z nikim rozmawiać. Powoli umierasz. W środku.
Ludzie się przejmują, ale ty na to nie zwracasz uwagi. Ponieważ uważasz, że wszyscy kłamią.
Przykre jest to, że masz rację.


,,Rozmyślanie o śmierci to rozmyślanie o wolności.''


Nie rozumiesz już nic. Niegdyś twoje wspaniałe życie legło w gruzach. Nie masz już nikogo. Dosłownie.
Masz dość życia. To zimne uczucie sprawia, że myślisz o drugiej stronie medalu.
O śmierci.
Proces ten przyjdzie szybciej, czy później. Jest naturalny. Bo przecież my żyjemy, żeby umierać.
Czemu go nie przyśpieszyć?
Desperacja z każdym dniem się powiększa. Ćwiczysz uśmiech przed lustrem, śmiejesz się z przymusu... . Po co to dalej ciągać?
Idziesz powoli w stronę wieży. Przestajesz myśleć. Wspominasz zamiast tego piękne chwile ze swojego istnienia. W życiu piękne są tylko chwile – gdzieś to już słyszałeś, prawda?
Szkoda, że te słowa okazały się prawdą.
Stoisz nad przepaścią. Albo rzucisz się z wieży, albo nie. Twój wybór.
Rozmyślasz czemu ty? Dlaczego nie ja?
Odpowiem ci na to przysłowiem:
,,Nieszczęścia chodzą parami''.
,,Czasami coś w nas umiera i nie chce zmartwychwstać.''

Wzdychasz ciężko i skaczesz. Nie boisz się.
Pierwszy raz się nie jesteś wystraszona. Ponieważ zawsze się bałeś. Przecież odwaga to dobrze skrywany strach.
Nie żałujesz, że skaczesz. Odczuwasz zamiast tego dziką radość. Wreszcie uwolnisz się od tych wszystkich problemów!
Przez sekundę jesteś zaskoczony swoim zachowaniem. Bo dawna Jane na pewno, by nie użyła takiej drastycznej ucieczki od trudnych spraw.
Ale dawnej Jane już nie ma. Umarła i więcej jej nie zobaczysz.
Ostatnie tygodnie były tylko grą aktorską. Nic dodać, nic ująć.


,,Cierpienie wymaga więcej odwagi niż śmierć.''

Uderzasz o twardą ziemię. Ból, wręcz promieniuje. Próbujesz krzyczeć, ale nie możesz. Przed oczami pojawiają ci się ciemne mroczki.
Umierasz.
Przypominasz sobie jeden z tych beznadziejnych cytatów, które zawsze mówił Chejron i twoje rodzeństwo zanim wyruszałaś na misję.
Przypominasz sobie swój ulubiony.
,,Cierpienie wymaga więcej odwagi niż śmierć.''
Żałujesz, że nie możesz cofnąć czasu. Wszystko, by się inaczej potoczyło. Albo przynajmniej nie skończyło tak.
Ale jesteś pewna jednego. Nikt nie będzie za tobą płakał.

Szkoda, że tak bardzo się mylisz.


Życie Jane Cooper było okropne. Naprawdę.

,,Przysięgają, że knuja coś niedobrego... .''

Panna Emma, Eliza, Viola i Maria przysięgają, że knują coś niedobrego... .

Wszystko zaczęło się w poniedziałkowy ranek. Wydawał się on taki samy jak zawsze... . Mnóstwo zaspanych uczniów szło wolno po korytarzach gimnazjum nr. 6 wcale nie śpiesząc się na lekcję. Jedynym wyjątkiem była dość niska dziewczyna o ciemnoblond włosach i dużych, zielono – żółtych oczach. W przeciwieństwie do reszty osób biegła pośpiesznie. Zdawało się, że się z czegoś cieszy. Dało się to wywnioskować stąd, że jej usta uskładały się w szeroki uśmiech, a oczy błyszczały wesoło.
  • Viola! Nie uwierzysz! - krzyknęła, wpadając na czarnowłosą dziewczynę.
  • Co się stało, Emma? - zapytała osóbka, która została nazwa Violą. Była zdziwiona, że jej przyjaciółka się tak cieszy. Zwykle w poniedziałki Emma była trochę marudna.
  • Eliza przyjdzie do nas na lekcję! - wydarła się Emma.
  • Jak to? Przecież ona chodzi do Katola! - rzekła jeszcze bardziej zaskoczona Viola.
  • To taka wymiana szkolna. Ktoś z naszej klasy pójdzie na jeden dzień do Katolika, a my mamy u nas przez cały dzień Elizę!
  • Skąd to wiesz? – zapytała Viola.
  • Chwilę temu Eliza wysłała mi esemesa. - wytłumaczyła Emma.
  • To wiele tłumaczy. - oznajmiła poważnym tonem czarnowłosa, zachowując pokerową twarz. Jednak dziewczyny długo nie wytrzymały z poważnymi minami – po chwili wybuchnęły śmiechem.
  • Trzeba powiedzieć Marii! - wrzasnęła Emma - Szkoda, że Ela właśnie niedawno musiała zachorować!
Viola jedynie westchnęła. Ona i Emma tęskniły za Elą, ale ich przyjaciółka zachorowała w tamten poniedziałek i do teraz nie pojawiła się w szkole.
  • To chodź powiedzieć Marii – zawołała Viola i razem rozpoczęły długą podróż po szkolnych korytarzach.
Kiedy Emma już myślała, że nie znajdą Marii, ujrzała niską blondynkę. Dziewczyna stała i krzyczała na jakiegoś chłopaka z drugiej klasy, który przepchnął się przed nią w kolejce do sklepiku.
,,Biedak nie zdawał sobie sprawy w co się pakuje'' – pomyślała z uśmiechem Emma.
Następnie z trudem, razem z Violą, powstrzymała Marię, aby mu nie przyłożyła. Blondynka była niezadowolona z tego powodu, ale słysząc, że zjawi się Eliza niezmiernie się ucieszyła.
  • To kiedy przyjdzie? - pytała.
  • Właśnie, ciekawe kiedy przyjdzie... . - usłyszały za sobą czyiś głos. Wszystkie, jak jeden mąż odwróciły się gwałtownie i zobaczyły drobną blondynkę z glanami na nogach.
  • Ale nas przestraszyłaś!- rzekła Viola.
  • Jeśli to sie powtórzy to odrobię ci nogi. - oznajmiła Maria.
  • Razem z glanami. - dodała Emma.
  • Ale ja lubię swoje nogi! Mam je od kiedy pamiętam! - roześmiała się Eliza. Dziewczyny po sekundowym opóźnieniu przyłączyły się do niej.
  • Skąd wiedziałaś, że tu jesteśmy? - Emma nabrała podejrzeń.
  • Krzyki Marii było słychać w całej szkole! Najlepszy był fragment ,,Ty gnido w kurniku urodzona!''
  • Skąd ja wzięłam ten kurnik? - Maria zmarszczyła brwi.
  • Zdaje mi się, że tego chłopaka już kiedyś widziałam obok ciebie! - powiedziała Viola przyglądając się młodzieńcowi, którego prawie nie pobiła Maria – chyba się w tobie zakochał!
  • Nie dziwię się! Jestem ładna, inteligentna... .
  • Skromna. - podpowiedziała Emma. Na te słowa wszystkie zachichotały.
  • To kiedy ślub? - zapytała Eliza z łobuzerskim błyskiem w oku.
  • Kogo weźmiesz jako druhnę? - podjęła temat Viola.
  • Nie muszę zakładać sukienki, no nie? - dopytywała Emma.
    Na te słowa Maria odwróciła się w stronę drugoklasisty i wrzasnęła:
  • Przestań mnie wielbić i zajmij się własnym dennym życiem! - chłopak słysząc to pobiegł przed siebie, prawie nie uderzając w ścianę.
  • Widzicie? Już się odkochał. - rzekła zadowolona Maria.
  • I teraz ciebie uważa za wariatkę. - powiedziała Viola. Dziewczyny po raz kolejny wybuchnęły śmiechem.



* * * * * * *


  • Mój pokój ostatnio przypomina pobojowisko. Muszę zmienić otoczenie. - westchnęła Maria.
  • Kup sobie paprotkę. – podpowiedziała Viola. Wszystkie po raz kolejny roześmiały się.
  • Jak już mówimy o paprotkach: jedna z maturalnej wczoraj znęcała sie nad pierwszoklasistami. - rzekła Emma.
  • Co to ma wspólnego z paprotkami? - zapytała Eliza.
  • Nic, ale możemy jej dać nauczkę.
  • Jestem za! - Maria podniosła rękę.
  • To musi być świetna zemsta... . - zastanawiała się Viola.
  • Mam pomysł! - zawołała oświecona Emma.




* * * * * * *


Emma już od dłuższego czasu przyglądała się wysokiej blondynce o niebieskich oczach. Dziewczyna ta była w maturalnej i można było śmiało na nią wołać ,,Postrach Pierwszaków.''
Jeśli plan ciemnej blondynki miał się powieść wszystko musiało się zgrać w czasie.
Eliza i Maria stały pod wysoko umieszczonymi parapetami, gdzie znajdowały się paprotki i zaciskały ręce na brązowym sznurku, który był niewidoczny na tle ściany. Natomiast Viola tak jak Emma przyglądała się niebieskookiej maturzystce.
Jak na razie wszystko szło dobrze.
Nagle maturzystka wstała z ławki i pożegnała sie z koleżankami. Następnie szybko gdzieś pobiegła. Viola i Emma zaczęły machać energicznie rękami, ale Eliza i Madzia tego nie zauważyły. Były zbyt zajęte przekomarzaniem się. Ale gdy ujrzały maturzystkę przebiegająca obok nich pociągnęły za sznurek. Jednak doniczki z paprotkami nie spadły na blondynkę. Spadły na panią... Delles!!! Wszystkie dziewczyny na początku zdębiały, a następnie rzuciły się do ucieczki.
  • Mädchen! - było słychać za nimi wściekłe krzyki pani od Niemieckiego. Ale to ich nie obchodziło. Na razie chciały uciec jak najdalej.
    Kiedy dotarły do pustej klasy od Angielskiego, odetchnęły z ulgą.
  • Jednak bycie miłym jest przereklamowane. - rzekła Emma.
    Na te słowa dziewczyny po raz kolejny się roześmiały, nie zwracając uwagi na krzyki pani Delles.


Co to jest tornado?

Tornado

Tornado to gwałtownie wirująca kolumna powietrza, mająca początek na ziemi, a koniec w chmurach. Tornada są bardzo różnorodne. Od super-komórkowych, po wodne.Od lejkowatych, po niezwykle rozległe. Zanotowano je wszędzie, oprócz Antarktydy, ale rekordy występowania bije USA.
Trąba powietrzna zaczyna się tworzyć pod pływem chmury burzowej, gdzie tworzy się lejek. Następnie w obszarze niskiego ciśnienia wewnątrz tornada skupia się wilgotne powietrze i tworzy się słup chmury. Tornado przechodzące nad polami uprawnymi. Gdy lej dotknie ziemi, zostaje częściowo przesłonięty pyłem porwanym przez prąd wstępujący i wirujący wiatr. Silne tornado porywa w powietrze pył i gruz. Tracąc energię, tornado stopniowo zmniejsza prędkość. W końcu lej jest wchłaniany przez chmurę burzową, z której powstał.
Zanim pojawia się tornado słychać straszne wycie. Jest one bardzo silne i wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że jest to ostrzeżenie przed nadchodzącym kataklizmem.
Liczy się je w skali Fujity. Najpotężniejsze tornado w tej skali, F5 potrafi zniszczyć wszystko na swojej drodze. Dosłownie.
  Wyglądają one różnie. Stworzone w suchych warunkach mogą być, wręcz niewidoczne, a na terenach górskich są śnieżnobiałe. Natomiast przemieszczające się mają barwę niebieską lub białą. Ale tornada na wielkich równinach przybierają często czerwoną barwę ze względu na kolor ziemi.
Zawsze dookoła tego zjawiska występują chmury pyłu, co daje niesamowity efekt w złończeniu z błyskawicami, które nieraz jej towarzysza.
Przeważnie w środku tornada jest spokojnie. Lekki wiaterek i ciemność. Tylko czasem grzmoty dają trochę światła.
Mało osób ma, jednak możliwość opowiadania o tym jak tam było. Dużo ludzi zazwyczaj po prostu umiera przez niskie ciśnienie.
Najbezpieczniej jest się chować piwnicach, albo pomieszczeniach pod ziemią. Ale one i tak nie gwarantują stuprocentowego bezpieczeństwa.
Tornado to wielki kataklizm. Dorównuje on czasem nawet tsunamim lub trzęsieniom ziemi. Lepiej go omijać szerokim łukiem.

Rymowanka ,,Krajobraz''

Krajobraz



Piękny jest świat
to znany fakt.
Różne są tu krajobrazy,
których nigdy nie wystawisz do sprzedaży,
gdyż chciałbyś je zobaczyć wiele razy.


Ujrzeć tu możesz łąkę róż
nad którymi latałby ptak,
zdziwiłbyś się już,
lecz zrozumiał,
że on również chce znaleźć najpiękniejszy kwiat.


Nie uciekaj za szybko!
Nie uciekaj w podskokach, żabko!


Bo może uda mi się ci ukazać tęczę,
abyś więcej od matki natury nie uciekał
tylko na nią czekał.
Abyś nigdy już na nią nie narzekał.

Dyktando dla kl. II mojego autorstwa

Dyktando

Wyścig królika i żółwia

Pewnego razu stary, poważny żółw o imieniu Henryk wyruszył w podróż do pani Wiewiórki – swojej przyjaciółki. Chciał jej pokazać, jakie znalazł orzechy i żołędzie na pewnej dróżce. Po drodze natknął się na srebrnego królika o różowym, dużym nosku. Nazywał się Krzyś. Zbierał on pszenice, żyto, rzodkiewki oraz marchewki. Królik naśladował chód żółwia i krzyczał, iż ten z dnia na dzień jest coraz wolniejszy. Kiedy więc Henryk zaproponował wyścig Krzysztofowi ten wybuchnął ogłuszającym śmiechem. Oznajmił, iż to on jest bohaterem w dziedzinie biegania. Umówili sie, że metą będzie domek Pani Wiewiórki. Królik pozwolił iść żółwiowi pierwszemu, gdyż uznał, iż ten nie ma z nim szans i nie chciał mu odebrać reszty chęci. Krzyś przyglądał się pejzażowi lasu oraz chmurze na niebie. Po niedługim czasie żółwia nie było już widać, więc królik zaczął biec przed siebie. Tuptał obok potężnych buków, wrzosów oraz grzybów. Widział również parę innych roślin, lecz nie rozpoznawał ich, szczególnie tego drzewa, gdzie było gniazdo pszczół. Jakże wielkie było jego zdziwienie, gdy, zatrzymawszy się pod ósmą sosną, ujrzał żółwia z panią Wiewiórką stojących na ganku obok bukszpanu. Okazało się, że żółw wykorzystał skrót do chatki pani Wiewiórki. Wyjaśnił, że chciał utrzeć nosa ów upartemu królikowi. Króliczek czuł się zobowiązany przeprosić żółwia. Ten zaś, wybaczył mu za te zaśmiewanie, uznając, iż te błahostki nie sprawiły mu przykrości. Pani Wiewiórka zaprosiła do siebie dwójkę druhów, aby weszli do domku, po schodach i obejrzeli jej nowy wahadłowy zegar. Potem poczęstowała ich herbatą i herbatnikami. Wszyscy spędzili razem miło czas.

Mini dyktando z ,,CH'' - Bogate Damy nie są realistkami

Bogate Damy nie są realistkami

Pewien kelner o imieniu Stach często pracował po godzinach. Jakiś czas temu na jego zmianie wydarzył się niebywały wypadek. Jakaś bogata, lecz brzydka pani zamówiła zupę z grochem i kielich wina. Kiedy Stach niósł do niej danie potknął się i upadł na brzuch. Rozległo się głośne ,,TRACH'' Stach mógł teraz obejrzeć każdy proch na podłodze. Jednak nie cieszył się z tego – każdy cal jego ciała strasznie go bolał. Pomyślał, że chyba nawet upadek z dachu nie sprawiłby mu takiej dokuczliwości.
Bogata kobieta przyjrzała się mu dokładnie i ciężko westchnęła: ,, Ach, w dzisiejszych czasach trudno znaleźć dobrego kelnera. Spójrz na siebie! Twój fartuch przechylił się o jakieś trzy centymetry! I tak wiem, że jestem piękna, ale nie musisz się przede mną płaszczyć. Naprawdę nie trzeba.''
Morał z tego taki: Bogate kobiety nie są realistkami jeśli chodzi o ich urodę oraz od razu mają trochę dziwne skojarzenia. ^^

Ten Obcy - Pamiętnik Zenka (fragment)

18 czerwca 1961r.
Drogi Pamiętniku!
Przez ostatnie dni długo wędrowałem. Nie wiem nawet kiedy, ale skaleczyłem się w nogę, co spowalniało moją dalszą podróż. Myśl, że teraz jestem łatwym celem bardzo mnie denerwowała. Gdy nie miałem sił, aby iść dalej ujrzałem dziwne miejsce. Zdawało się, że to jakaś wyspa. Ten teren bardzo mnie zaintrygował. Zdecydowałem się spędzić tam noc. Obejrzałem dokładnie całą okolice i wybrałem, jak się zdawało, najbezpieczniejsze miejsce – pod starą leszczyną. Szedłem w jej kierunku energicznym krokiem (oczywiście na tyle, na ile pozwalała mi na to zraniona noga). Nagle zauważyłem przywiązany do gałęzi koc. Delikatnie go odwiązałem.
Byłem niezadowolony na myśl, że ktoś tu przebywa i może mnie zobaczyć. Ze złością zrezygnowałem jednak z dalszej podróży, bo i tak bym daleko nie doszedł – ból nogi dawał o sobie znać. Kiedy ułożyłem się wygodnie pod drzewem, słońce chowało się za horyzont. Nie miałem zamiaru używać koca, ale przez dziwne jak na ten miesiąc zimno było to konieczne. Co chwilę jednak i tak się odkrywałem – robiło się na zmianę gorąco i zimno. Nie miałem na nic siły. Mogłem tylko wpatrywać się w ciemnozielone liście tej potężnej rośliny. Zastanowiłem się, ile wiem o leszczynach. Jest to rodzaj drzewa lub krzewu. To roślina okrytonasienna. Więcej nie zdążyłem sobie przypomnieć, bo zmorzył mnie upragniony sen... .

Maria Goretti - Film

Co dało mi obejrzenie filmu Maria Goretti?
Filmu pt.,,Maria Goretti'' był bardzo pouczający.
Przede wszystkim nauczyłam się, że można przebaczyć nawet najgorsze zbrodnie. Maria Goretti przebaczyła Alessandro nawet to, że ją zamordował. Chciała, aby on razem z nią zasiadał u Pana. Dwunastolatka zademonstrowała, że kiedy przebaczy się człowiekowi ten odnajduje w sobie dobro i stara się poprawić swoje błędy. Nieraz ludzie nie chcą wybaczyć innym nawet drobnych sprzeczek i z czasem zaczynają tego żałować. Każdy więc, który miałby darować winę swojemu prześladowcy, ale nie byłby tego pewien, niech pomyśli: ,,Czy Maria Goretti by mu przebaczyła?''. Wtedy będzie wiedział co ma zrobić.
Patronka dziewcząt dała mi do zrozumienia, że nikt nigdy nie jest sam. Modlitwa wspomaga nas i pozwala zachować jasność umysłu, nie daje zawładnąć nad nami strachem.
Maria pokazała, że za wszelką cenę trzeba bronic swojej czystości. Nie można ulegać namowom innych. Każdy powinien bronić swojej niewinności za wszelką cenę. Tak jak Maria Goretti.
Dziewczynka najbardziej bała się nienawiści. Była ona jak malaria – zabijała od środka. Często widziała ludzi, którzy chcą
zrobić komuś coś złego, nieprzyjemnego, aby dać nauczkę tym, których uważają za złych. Przez to sami stawali się od nich nie lepsi.
Nienawiść jest przeciwstawnym uczuciem do miłości. Człowiek przeważnie czuje ją kiedy okazuje się, że go oszukano, zraniono. W każdym społeczeństwie znajdzie się ktoś kto odczuwa nienawiść. Powinno się z nią walczyć, nie pozwolić jej zakiełkować, bo gdy to się stanie będziemy żyć tylko zemstą i krzywdą innych. Tego najbardziej bała się Maria.
Podsumowując, film ten dał mi zobaczyć co się dzieje z ludźmi, którzy nienawidzą. Unaocznił, że jeśli wybaczymy to możemy zmienić życie innych. Udowodnił, że warto walczyć o swoją nietykalność.

Głębina

Praca z polskiego. Była za pięć.

Głębina

Maciek wypłynął łódką na środek jeziora. Nagle w wodzie tuż za nim pojawił się jakiś wielki, ciemny kształt. Chłopak nie zauważył, że dookoła niego zrobiło się podejrzanie cicho. Ptaki przestały śpiewać i odleciały jakby się czegoś przestraszyły. Błogi spokój przerwał lodowaty wiatr. Dopiero teraz Maciek dojrzał, że życie w zbiorniku wodnym zdawało się zniknąć. Milczenie stawało się do nie wytrzymania. Po plecach chłopaka przebiegł zimny dreszcz, który nie miał nic wspólnego z wietrzykiem. Lekko zaniepokojony wstał i rozejrzał się. Woda nie wydawała się taka jaka była wcześniej. Teraz promienie słońca odbijały sie w niej złowrogo. Wydawało mu się, że słyszy cichy, lecz szyderczy śmiech, który unosi zefir. Do uszu Maćka dobiegł jakiś dźwięk. Jego źródło znajdowało się za nim. Po kilku sekundach Maciek zdał sobie sprawę, że wstrzymuje oddech. Próbował on zapomnieć o podejrzanych odgłosach, ale nie udawało mu się. Strach powoli zmieniał się w złość. Prawdopodobnie boi się jakieś rybki! Niewiele myśląc odwrócił się. Nie zdążył niczego ujrzeć, bo coś wciagnęło go pod wodę.
Nastolatek od razu zaczął się szamotać i rzucać. Zimna ciecz sprawiła, że dostał gęsiej skórki. Młodzieniec przez chwilę zapomniał, że nie może oddychać pod wodą. Chcąc nabrać powietrza otworzył buzię. Napłynęła do niej woda. Maciek czuł, że jeśli nikt mu nie pomoże będzie po nim. Nie mógł oddychać i prawdopodobnie za parę sekund pożegna się ze swoim życiem. Przecież chciał jeszcze tyle zrobić! Chyba nigdy nie będzie mu to dane.
Niespodziewanie ktoś wypchnął go z wody. Oszołomiony upadł na coś twardego i sypkiego. Na początku chłopak dostał ataku kaszlu i nie zwracał uwagi na otoczenie. Kiedy jednak już rozpoczął się rozglądać dostał ataku histerii. Był na jakieś bezludnej wyspie! Złociste wzgórza piachu zdawały się nie mieć końca. Zrezygnowany rzucił się na podłożę. Wtedy pochylił się nad nim jakiś stary marynarz. Jego czarne włosy zdobiły siwe pasma. Posiadał mocno opaloną skórę z czego dało się wywnioskować, iż dużo czasu spędza na powietrzu. Staruszek wydawał się zaskoczony tym, iż chłopak leży tu, na skwarze, a nie na plaży, która była gdzieś trzydzieści metrów z stąd.
Okazało się, że Maciek został wyrzucony niedaleko miejsca, gdzie wypłynął łódką. Zdziwiony tym faktem opowiedział marynarzowi swoją przygodę. Staruszek skwitował to wszystko głośnym, nieco szorstkim śmiechem.
  • Ja nie żartuję! - krzyknął oburzony chłopak.
  • Wierzę ci synku. Najwyraźniej nasza nimfa wodna dała o sobie znać. – zachichotał marynarz. Następnie odszedł bez słowa.
Maciek nie wiedział co myśleć. W głowie miał wielka pustkę. Co to nimfa? Chyba jakieś greckie boginie sił przyrody. Ale skąd marynarz zdawał sobie sprawę, że ona istnieje? Pytania w jego głowie dwoiły się i troiły. Zdawał on sobie jednak sprawę z jednej rzeczy – grecy mieli koszmarne boginie.

Dyktando z ,,NIE'' - Jabłko Niezgody

,,Jabłko Niezgody''

Tetyda nie była nimfą powietrza, lecz wody. Nie uchodziła ona także za brzydką – wręcz przeciwnie. Charakteryzowała ją niesamowita uroda. Ta Nereida miała według przepowiedni nieomylnej Temidy urodzić syna, który będzie o wiele potężniejszy od ojca. Spowodowało to, iż wielu bogów przestało się oglądać za tą nieziemską osóbką. Dziewczyna została, więc wydana zwykłemu śmiertelnikowi – Peleusowi.
Na ich ślub otrzymali zaproszenie nie tylko zwyczajni ludzie, ale też bogowie. Jedyną niechcianą była Eris – bogini niezgody. Eris była niezadowolona, że nie została zaproszona. Postanowiła zepsuć ślub.
Wtargnęła na salę i dała w ,,darze'' piękne jabłko. Najbardziej wszystkich zaskoczyło to, że nie było ono czerwone, lecz złote. Prezent ten miał jednak pewien haczyk. Otóż napisane na nim było ,,Dla najpiękniejszej''. Stało to się powodem niejednej kłótni trzech, potężnych bogiń – Hery, Ateny i Afrodyty. Każda bowiem uważała, że jabłko należy się tylko jej – nie pozostałym.
Zeus, który niemile witał kłótnie między bogami kazał rozstrzygnąć ten spór Parysowi – młodemu pasterzowi. Boginie obiecywały chłopakowi nierealistyczne dla niego rzeczy. Hera jako, że była królową nieba obiecała zrobić tak, aby różne narody składały mu daniny. Pomysł ten był bardzo dobry dla Parysa, gdyż nie był najbogatszy. Niezdecydowany wysłuchiwał obietnic reszty bogiń. Atena przysięgła mu, że jeśli ona dostanie złote jabłko uczyni go najmądrzejszym człowiekiem jakiego widział świat. Pomysł ten niezbyt przypadł mu do gustu. Na końcu wystąpiła Afrodyta. Oświadczyła ona, że jeśli to jej przypadnie ten skarb Parys poślubi najpiękniejszą dziewczynę na świecie. Boską Helenę Trojańską.
Parys długo się nie wahał – oddał jabłko Afrodycie. Tak oto rozpoczęła się niemała wojna Trojańska. Zemsta Hery i Ateny.